Świadectwo: Jadę łowić w Peru.

W kolejnym dniu tygodnia modlitw o powołania, przedstawiamy niezwykle ciekawą historię życiowej drogi o. Dariusza Mazurka. Zachęcamy do oglądania i modlitwy w intencji nowych świętych powołań misyjnych i zakonnych!

Kiedy miałem 25 lat za bardzo nie wiedziałem co zrobić ze swoim życiem, ale pomyślałem wtedy, że poproszę moich znajomych, żeby modlili się za mnie. Napisałem do nich listy. Było to w 1991 roku jesienią. Pan Bóg nie kazał długo czekać na odpowiedź, bo już w styczniu 1992 roku ni stąd ni zowąd wszedłem do pokoju, gdzie był włączony telewizor i zobaczyłem film dokumentalny o życiu i śmierci naszych współbraci franciszkańskich Zbigniewa i Michała. Natychmiast po zobaczeniu tego filmu zadałem sobie pytanie: a może Pan Bóg chce, abym i ja został męczennikiem?

To był styczeń w Polsce, myślałem dużo o wyjeździe na misje, i postanowiłem, można powiedzieć "kusić Pana Boga", to znaczy powiedziałem - Panie Boże, jeśli chcesz żebym był misjonarzem, to proszę, żebyś mi codziennie dawał znaki. I doszło do tego nawet, że mszy, kiedy byłem w kościele w niedzielę, sobie pomyślałem tak: jeżeli mam być misjonarzem, to jak chcę, żeby ten kapłan, który teraz przepowiada, zaczął mówić o misjach. Kilka sekund po tym, jak tak pomyślałem, ksiądz, który odprawiał mszę zaczął mówić o Zbyszku i Michale. którzy właśnie zginęli w Peru. Poszedłem na całość. Zadałem Panu Bogu dwa pytania: pierwsze - czy chcesz, abym Twoje Słowo głosił gdzieś daleko, i drugie pytanie: czy chcesz Panie Boże, żebym pojechał do Hiszpanii i tam się przygotowywał do misji, do wyjazdu na misje. Na pierwsze pytanie Pan Bóg odpowiedział słowami świętego Pawła z listu do Rzymian, z dziesiątego rozdziału. : Jakże mieli uwierzyć, skoro im nikt nie głosił, Jakże mógł im ktoś głosić, skoro nikt nie został posłany. Jak piękne stopy   tych, którzy głoszą Dobrą Nowinę. Ja nie wiedziałem, że moje stopy mogą być piękne, ale sobie pomyślałem, że skoro już nie ma kto głosić - powiedzmy, że tak to pomyślałem, tak to sobie wymyśliłem - Dobrej Nowiny mieszkańcom Pariacoto i w Peru, to pewnie Pan Bóg chce, żebym tam pojechał zastąpić Zbyszka i Michała. A drugie pytanie, jak mówiłem, dotyczyło tego czy mam jechać do Hiszpanii, bo w jednej z książek misyjnych, Vademecum misyjne wyczytałem, że kandydaci na misje do Ameryki Łacińskiej, to przygotowywali się właśnie w Hiszpanii. I znowuż - pomodliłem się, otworzyłem Biblię na chybił trafił i trafiam na piętnasty rozdział listu św. Pawła do Rzymian. Paweł pisze mniej więcej tak: Skończyłem już tutaj swą pracę i po tak wielu latach jestem gotów przybyć do Was, kiedy będę podążał do Hiszpanii, i mam nadzieję, że kiedy już Wami się trochę nacieszę, Wy wyprawicie mnie w dalszą drogę. Ja nie wierzyłem, że słowo "Hiszpania" istniało w Biblii, że istniało w Piśmie Świętym, w Nowym Testamencie. Zacząłem się wniebogłosy, no bo odpowiedź Pana Boga była bardzo konkretna na konkretne pytanie. Ja się Go nie pytałem, dokąd mam jechać, tylko czy mam jechać do Hiszpanii.

Kto wyprawił Pawła do Hiszpanii? Rzymianie. Pracowałem wtedy w służbie zdrowia, poprzemieniałem sobie tak dyżury, żeby mieć sporo czasu wolnego i pojechałem, pojechałem do Włoch. Pojechałem najpierw do Padwy, do Rzymu. No i tak pukałem : "jestem z Polski, chciałbym być misjonarzem, czy pomoglibyście mi? A wtedy też mieszkałem u ojców franciszkanów w Rzymie, w klasztorze, La Vignia. Przełożony tego klasztoru akurat był nieobecny. Zajął się mną o. Marek Szymański z prowincji gdańskiej i kiedy przełożony tego klasztoru, gwardian o. Migeualangelo Lopez dowiedział się, że jest taki Darek, który chce być misjonarzem, bo został zainspirowany życiem i śmiercią Zbyszka i Michała, no to o. Marek poinformował mnie, że mogę zostawić Polskę, mam tu zostawić jakieś dokumenty, które mnie przedstawią i on jest w stanie wysłać mnie do Boliwii. Oczywiście najpierw do Hiszpanii na naukę języka.

No to ja zostawiłem wszystko co kochałem przez 24 lata w moim życiu, studia, miasto, rodzinę, przyjaciół, pracę... Wziąłem plecak i pojechałem. Mój tato łowił ryby, był daleko na morzu. Mama płakała, siostra płakała, ciocia płakała. Myślę, że poziom morza wzrósł bardzo 8 października 1992 roku, kiedy wyjeżdżałem.

Trafiam w końcu do mojej ukochanej Hiszpanii i uczę się języka hiszpańskiego.  Po dwóch miesiącach pobytu tam dzwonię do o. Miguelangelo Lopeza i pytam go, co dalej mam robić? A on mówi: szybko wracaj, bo w Peru rozpoczyna się rok akademicki. No ale zaraz, ja początkowo słyszałem, że mam jechać do Boliwii, a mamie mojej tłumaczyłem, że to w Peru jest epidemia cholery, że to w Peru są terroryści i kiedy potem to się tak odwróciło, to za bardzo nie wiedziałem, jak to rodzicom powiedzieć, że to będzie na odwrót... że to niby w Boliwii miały być te problemy. I tak rok i trzy miesiące od momentu, kiedy zobaczyłem film o Zbyszku i Michale, mogłem już być w Peru.

Przyjechałem do Peru i zamieszkałem razem z braćmi. Ja w Peru zaczałem studia, na fakultecie teologicznym. Zajmowałem się młodzieżą w parafii. Byłem świeckim pośród braci, ale tak serdeczniei po bratersku mnie przyjęli, że nie miałem najmniejszej wątpliwości, żeby po kilku miesiącach napisać podanie i przyjęcie do Zakonu.

Od czasu do czasu bracia jeździli do Pariacoto i my właśnie w taki sposób z o. Józefem pojechaliśmy, nie informując nikogo, po to właśnie, by być z ludźmi przez dzień czy dwa i potem wracaliśmy. Zdałem sobie sprawę, że Pariacoto stało się dla mnie ziemią świętą. W tym sensie, że właśnie tam zrodziło się moje powołanie, no bo gdybym nie zobaczył filmu o śmierci Zbyszka i Michała, to nie zdecydowałbym się na ten krok, żeby zostawić Polskę, żeby zostać misjonarzem.

Taki jest początek mojego powołania. Nie mam żadnej wątpliwości, że moje powołanie zrodziło się dlatego, że oni oddali swoje życie  i że ja o tym się dowiedziałem.

W międzyczasie też, a chciałem powiedzieć, przypomnieć, że mój tata był rybakiem, i mój tata łowił też w Limie, z Callao, łowił w Chimbote, napisałem list do Taty: Tato, nie martw się, tradycja rodzinna będzie podtrzymana. Jadę tak jak Ty łowić do Peru.

o. Dariusz Mazurek OFMConv,
misjonarz w Limie

image_pdfimage_print

Comments are closed.